Kazimierz Korab


P O W I N N O Ś C I   I   Z A D A N I A   N A U C Z Y C I E L I
w   o k r e s i e   K o m i s j i   E d u k a c j i   N a r o d o w e j
Wyd. Arka, Poznań 2002

Publikacja ta jest przetworzoną dla potrzeb wydawniczych pracą doktorską. W trakcie jej pisania przeżyłem wiele zaskakujących chwil. Po pierwsze, wydawało mi się, że na temat KEN nie da się już niczego nowego napisać, skoro same notki bibliograficzne łącznie zebrane składają się na dość dużą książkę. Skoro jednak wydane już publikacje odwoływały się do wcześniejszych opracowań, nie pozostawało mi nic innego, jak ograniczyć się do analizy źródeł wytworzonych w okresie istnienia KEN. Wnioski, do których w ten sposób doszedłem, okazały się sprzeczne co najmniej z siedmioma stereotypami. W trakcie zajęć akademickich przez wiele lat zadawałem pytanie o nazwisko przewodniczącego KEN. Studenci zawsze wymieniali Kołłątaja lub Staszica. Błąd. Przewodniczącym KEN najdłużej był ówczesny prymas Kościoła Katolickiego w Polsce (Ks. Michał Poniatowski, brat Stanisława Augusta Poniatowskiego), co w okresie komunizmu musiało być przemilczane. Kolejny fałszywy stereotyp upowszechniany w podręcznikach szkolnych podpowiada, że największym dziełem KEN było wprowadzenie świeckiego (pod każdym względem) szkolnictwa. W takim razie dlaczego nauczyciele chodzili w strojach duchownych, razem żyli i mieszkali, mieli wspólną kasę i wspólny stół i byli zobowiązani do uczestnictwa w życiu sakramentalnym? Stereotyp podpowiada, że szkolnictwo przestało być miejscem wychowania, a stało się narzędziem nauczania i to głównie przedmiotów przyrodniczych. Tymczasem, wprost przeciwnie, nauczycieli obowiązywał wówczas prymat wychowania, ponieważ ono właśnie najskuteczniej prowadziło do rzetelnego nauczania. Dla przykładu dwa pięknecytaty:

„Błądziłby ciężko nauczyciel, gdyby rozumiał, że cały koniec urzędu jego jest uczyć dzieci czytania, pisania i jakiej innej rzeczy, którą pospolicie dyrektorowie mają za umiejętność, gdyby rozumiał, że już wypełnił wszystko, kiedy przez kilka godzin w szkółce zatrzymał uczniów, nakrzyczał na nich, postrofował ich za niepilność w słuchaniu, za igraszki, za nienauczenie się na pamięć. Jakby to mało pożyteczna była usługa, jakby skutki z takowej nauki pospolicie nikczemne były na całe życie poruczonych staraniu jego dzieci, jaki zawód rodziców i tych, co na ćwiczenie młodzi po wsiach i miasteczkach koszta łożą”.1

Ujmując rzecz odwrotnie, nauczyciel spełniłby swe zadanie, gdyby nie posiadał wystarczających umiejętności nauczania i w następstwie w danym momencie nie osiągałby jeszcze w tej dziedzinie pożądanych efektów, ale potrafiłby już dobrze wychowywać dzieci.

„Najpierwszym jego obowiązkiem jest, aby z uczniów swoich wystawił przez swoje prace, naukę, ludzi poczciwych, kochających i wykonywujących cnotę, zadosyć czyniących swoim powinnościom. Gdyby do tego całą usilnością dążył, gdyby tego dokazał, choćby mu się w innych rzeczach nie powiodło wyuczyć młodzi, nie miałby sobie czego wyrzucać przed Bogiem i ludźmi; byłby godzien pochwały i nagrody”.2

————
    1 G. Piramowicz, Powinności nauczyciela mianowicie zaś w szkołach parafialnych i sposoby ich dopełnienia, wstęp W. Kucharskiego, Lwów 1923, s. 4-5.
    2 Tamże, s. 43.

 

mapa serwisu wstecz strona główna