Tegoroczne miałem wyjątkowo udane. Razem z moimi rodzicami, ciocią i wujkiem oraz siostrą cioteczną polecieliśmy samolotem do Mediolanu na narty. Następnie pojechaliśmy busem około dwustu kilometrów do górskiej miejscowości Pinzolo.
Gdy już przybyliśmy na miejsce ucieszyliśmy się, że będziemy jeździć na nartach. Wszyscy byliśmy zaskoczeni, bowiem na dachach domów były ogromne czapy śniegu. W recepcji powiedziano nam, że w tym roku są największe opady śniegu od 25 lat.
Pierwszego dnia wieczorem poszliśmy na spacer i zaczął padać śnieg. W świetle ulicznych lamp padające ogromne płatki śniegu tworzyły zupełnie bajkową atmosferę.
Po powrocie do hotelu byliśmy mokrzy, ponieważ była dodatnia temperatura na dworze i śnieg się na nas roztapiał.
Drugiego dnia wjechaliśmy na górę kolejką gondolową. W kolejce skakałem ze szczęścia, ponieważ nie mogłem doczekać się, kiedy będę je jeździć na nartach. Gdy założyliśmy narty, wjechaliśmy na sam szczyt góry kolejką.
Gdy zeszliśmy z wyciągu przed nami roztoczył się przepiękny widok. Piękne, ośnieżone góry, niebieściutkie niebo oraz słońce dawały widok jak w bajce. Jeździliśmy na nartach do zamknięcia stoków, czyli do godziny siedemnastej. Na kolacji wszyscy się śmialiśmy i cieszyliśmy świetnym początkiem pobytu.
Kolejnego dnia ja wraz z moją siostrą cioteczna Elą wyszliśmy w góry wcześniej od rodziców i na samym szczycie byliśmy już o godzinie dziewiątej. Rano jeszcze stoki są świetnie przygotowane, a śnieg jest mocno ubity przez ratraki.
Na nartach najbardziej lubię szybką jazdę oraz robienie pióropuszy ze śniegu przy hamowaniu. Jeździło mi się świetnie i chciałbym cały rok jeździć na nartach.
I tak mijał dzień za dniem…
Pewnego dnia, gdy już wchodziliśmy do kolejki gondolowej, wyjechało na stok sześć tak pięknych ratraków, że wyglądały jakby były nie z tej ziemi.
Ostatniego dnia razem z Elą chcieliśmy jeździć jak najwięcej ale i tak się nie najeździliśmy.
Gdy wracałem do hotelu to byłem smutny bo to był już koniec jazdy a ja uwielbiam ten sport!!! Obliczyłem, że w czasie pobytu przejechałem na nartach 300 kilometrów.
Te ferie były superowe i chciałbym, aby każde moje i moich kolegów ferie były tak udane jak te!!!
Paweł Stępniewski
uczeń klasy VI Szkoły Podstawowej
Witajcie, nazywam się Piotr Podsiedlik. Chciałbym Wam opowiedzieć jak spędziłem tegoroczne ferie zimowe.
17 stycznia wyjechałem z rodzicami na tydzień do Krynicy.
Krynica jest nazywana „Perłą Polskich Uzdrowisk”, również jako Krynica Górska. Krynica Zdrój to przepiękna miejscowośc lecznicza, w okolicy, której skupia się większość znanych uzdrowisk i posiada 23 ujęcia wód mineralnych. Miasteczko położone jest na skraju Beskidu Sądeckiego, niedaleko pięknej góry, Jaworzyna. Gory powyżej 1000 m n.p.m. i woda tworzą wspaniałe warunki do aktywngo wypoczynku i uprawiania sportów.
Godzinę po przyjeździe wyszedłem na wieczorny spacer. Ulice były oświetlane najprzeróżniejszymi żarówkami. Jedne miały kształt płatków śniegu. Inne przedstawiały gwiazdy, choinki i sanie ze św. Mikołajem. O tej porze dnia można było wyczuć zapach prażonych orzeszków. Ten aromat powodował apetyt, co wskazywało na dużą liczbę turystów przy stoiskach.Głównym celem tej wyprawy było zobaczyć pijalnię wód.W tym miejscu ludzie przychodzą pić zdrowotne wody mineralne.Na ukos od tego budynku stoi pijalnia czekolady. Dużo rodzin przychodziło do kawiarni wieczorem na wyborną do picia słodycz.
Następnego dnia udałem się na Górę Parkową. Jest ona na szczycie w Beskidzie Sądeckim i ma 742 m wysokości. Na górę można wejść piechotą lub wjechać kolejką. Jadąc kolejką można było zobaczyć pozostałości po torze saneczkarskim. Będąc na szcycie zobaczyłem Krynicę i jej okolicę. Krajobraz muszę przyznać, był piękny.
Przebijające się przez chmury słońce, oświetlało wierzchołki gór. Śnieg okrywający skaliste podłoża jak płaszcz wielkich mocarzy lśnił i zachwycał swoim blaskiem. Pomiędzy skalistymi wzniesieniami mieściły się w dolinach małe domki.Śnieżny płaszcz był przyozdobiony iglastymi drzewami. Płatki śniegu pokrywały gałęzie i iglaki. Na niektórych choinkach siedzialy ptaszki i podśpiewywały. Przyroda także wydawała woń żywicy. Aromat i odglosy natury czyniły ten krajobraz bajecznym.
W drogę powrotną zszedłem z rodzicami na piechotę. Wędrówkę tę odbyliśmy przez las. W borze panowała niezmierna cisza i spokój. Ta atmosfera dawała możliwość skupienia i wyciszenia się. Wędrowałem drogą krętą , śliską i stromą. Ziemia w lesie była przykryta białym i zimnym obrusem. Drzewa wyciągały się jak najwyżej by podziwiać góry. Stojące obok siebie choinki, z dala przypominały wielką widownię. Szlak idący przez tę cudowną krainę kończył sie w centrum.
Przez resztę dni spacerowałem, czytałem „Szatana z siódmej klasy” Kornela Makuszyńskiego, jeździłem na sankostradzie i piłem wodę źródlaną. Byłem także na Jaworzynie.
Jaworzyna Krynicka ma 1114 m wysokości. Jest jednym ze szczytów w Beskidzie Sądeckim. Najwyższa góra w paśmie Jaworzyny. Występują tu lasy mieszane: bukowe, jodłowe, świerkowe. Są tu także trasy narciarskie.
W ostatnim dniu smuciłem się, że będę musiał opuścić to znakomite miejsce. Jednak nadal mam nadzieję, że za rok tam wrócę.
Piotr Podsiedlik
uczeń klasy VI Szkoły Podstawowej
Tegoroczne ferie zimowe spędziłem w Krynicy. To uzdrowisko jest mi dobrze znane. Mam w nim swoje ulubione miejsca, do których chętnie powracam i wielu znajomych. Odpoczywałem tam w gronie rodzinnym od 17 do 29 stycznia.
Najwięcej czasu spędziłem na sportach zimowych, a głównie jeździe na nartach i wędrówkach ośnieżonymi szlakami górskimi.
Dużą atrakcją była przejażdżka saniami szesnastokilometrową trasą wiodącą szczytami krynickich gór, skąd rozpościerał się przepiękny widok na pobliską okolicę.
Wiele ciekawych wrażeń dostarczyła mi wycieczka do Bardejova. To urocze miasteczko nazywane jest perłą architektury północnej Słowacji. Najcenniejszym zabytkiem, znajdującym się w północnej części rynku, jest trójnawowa Bazylika św. Idziego. Za surową architekturą zewnętrzną skrywa się nadzwyczaj cenne wyposażenie wnętrza. Spomiędzy jedenastu późnogotyckich ołtarzy z końca XV i początków XVI wieku za najcenniejsze uważa się: ołtarz „Narodzin Pańskich” i rzeźbę „Źródło Łaski” z ołtarza św. Barbary, pochodzący z warsztatu Mistrza Pawła z Lewoczy. Z olbrzymiej wieży kościelnej roztacza się wyjątkowy widok na rynek, pośrodku którego stoi budynek starego ratusza (pierwsza renesansowa budowla na Słowacji), otoczony barwnymi kamienicami starówki. Bardejov może się poszczycić systemem murów obronnych – jednym z najdoskonalszych gotyckich upewnień miejskich, chroniących ówczesne miasta. Podziwiać można dziewięć różnorodnych baszt okalających mury umocnienia i dwie bramy wejściowe z barbakanem.
Niedaleko Krakowa znajduje się Wieliczka – perła polskiej architektury i historii, wpisana do krajowego rejestru zabytków (1977). Zabytkowa kopalnia soli, to kolejne miejsce mojej turystycznej wyprawy. Trasa zwiedzania tego muzeum obejmuje najpiękniejsze komory (w liczbie 22) połączone chodnikami o długości ok. dwóch kilometrów, położone w rejonie szybu Daniłowicza od poziomu I (64 m głębokości) do poziomu III (135 m głębokości) i jeziorka solne. Jest to szczególnie zabytkowy obszar kopalni, w którym zachowały się wyrobiska z XVII wieku. Oprócz wspaniałych komór na trasie znajdują się wyjątkowe zabytki sztuki i obiekty sakralne (np.: Kaplica Świętej Kingi czy Kaplica Świętego Krzyża), dla których warto zwiedzić wielickie podziemia.
Uważam, że te ferie były bardzo udane. Choć pogoda płatała nieraz figle, to w sercu świeciło zawsze słońce i myślę, że starczy mi go aż do wiosny.
Jan Krajewski
uczeń klasy VI Szkoły Podstawowej
Moje ferie zacząłem w Stanach Zjednoczonych, w Kaliforni, gdzie była pogoda letnia i cały czas świeciło słońce. Zwiedziłem między innymi Universal Studio w Hollywood. Było tam bardzo dużo atrakcji, np. przejażdżka kolejką z filmu „Mumia” (chociaż przyznaję, że można się nieźle przestraszyć, to jest to świetna zabawa). Byliśmy na czymś w stylu przedstawienia na temat Terminatora II w 3D czy Shreka 4D (wreszcie można było zobaczyć jak naprawdę wygląda uderzenie Fiony w zwolnionym tempie). Widziałem Kodak Theatre w Los Angeles, gdzie odbywa się wręczanie Oskarów. Na jeden dzień pojechaliśmy do San Diego do „Sea world”, gdzie mogłem dotknąć rekina i zobaczyć wiele innych morskich ciekawostek. Byłem też w specjalnym miejscu z rekinami, gdzie szedłem tunelem, a wszędzie naokoło pływały rekiny. W Sea World widziałem też przedstawienie z udziałem fok (trzeba przyznać, że było bardzo śmieszne). A na sam koniec, jeszcze przed zamknięciem, zdążyłem obejrzeć pingwiny (niektóre były tak duże, że opiekun tych pingwinów, który miał 180 cm wzrostu, był od nich tylko 2x większy). Byłem też na obiedzie w restauracji nad basenem, w którym pływała orka o imieniu Shamu. A na samym początku byłem na przedstawieniu z delfinami (wyszedłem cały mokry).
Kolejnego dnia widziałem w Los Angeles odciski stóp, a także rąk, różnych sławnych aktorów przed Chińskim Teatrem (najśmieszniejsze były odciski p ł e t w Kaczora Donalda). Później pojechaliśmy na wycieczkę z przewodnikiem, który pokazywał nam domy różnych gwiazd i sławnych piosenkarzy.
Po trzech dniach pobytu w LA pojechaliśmy do San Francisco. Kiedy jechaliśmy wzdłuż wybrzeża, zatrzymaliśmy się w punkcie widokowym, z którego widać było plażę pełną słoni morskich. Było ich tam ze dwieście!!!
Po drodze zatrzymaliśmy się na nocleg w miejscowości, w której mieszkali nasi amerykańscy znajomi. Zjedliśmy z nimi kolację w chińskiej restauracji. Tej nocy moja mama spała w bardzo ładnym hotelu, a ja spędziłem noc z moimi dwoma amerykańskimi kolegami. Rano dołączyłem do mamy i razem z nią zjadłem w hotelu przepyszne śniadanie, po którym wyruszyliśmy dalej. Po drodze miałem okazję zwiedzić ogromny zamek, który w przeszłości należał do Williama Hearsta, magnata prasowego. Zamek był przepiękny, położony na dość wysokim wzgórzu, z którego roztaczał się wspaniały widok na ocean. Były tam dwa ogromne baseny, z których jeden miał dno wykładane złotem. Czegoś takiego nigdy jeszcze nie widziałem!!!
Tuż przed San Francisco, w miejscowości Monterey zwiedziliśmy wielkie akwarium. Były w nim przedziwne morskie stworzenia. Widziałem rybę, która wyglądała jak statecznik, dotykałem tam płaszczki, ogórka morskiego (był mięciutki jak galaretka), a także rozgwiazdy (niektóre bardzo miękkie a inne twarde jak kamień).
Kiedy była już noc dotarliśmy do hotelu. Następnego ranka po śniadaniu wyruszyliśmy na zwiedzanie San Francisco. Zaczęliśmy od przejeżdżki przez most Golden Gate. Widać było z niego wyspę, na której znajduje się słynne więzienie Alcatraz. Potem zjeżdżaliśmy najbardziej stromą i krętą ulicą na świecie (moja mama bała się, że hamulce w samochodzie nie wytrzymają). Następnie pojechaliśmy do China Town. Wszystko tam było po chińsku, po mieście chodzili tylko Chińczycy. Wieczorem pojechaliśmy nad ocean, do portu, gdzie była cała masa atrakcji. Z mapy dowiedzieliśmy się, że na końcu portu są trzy różne symulatory czyli – Dinozaury 3D, Sponge Bob 3D, a także jakiś dziwny trzeci symulator. Oczywiście musieliśmy je wypróbować.
Kiedy zrobiło się trochę ciemno weszliśmy do sklepu z czekoladą. Zaraz przy wejściu do sklepu było 6 ogromnych beczek pełnych czekolady białej, czarnej i mlecznej, a niektóre były nawet z orzechami i migdałami. Wszystko Tm było związane z czekoladą albo zrobione z czekolady. Trochę później, gdy szliśmy do muzeum ciekawostek, zobaczyliśmy na ulicy pana, który w ciągu 15 min. robił wspaniałe obrazy farbami w sprayu. Gdy dotarliśmy do muzeum zobaczyliśmy tam manekina przebranego za więźnia z Alcatraz, który wspinał się po linie. Widzieliśmy też tam m.in. arsenał broni przeciwko wampirom, manekina, który przedstawiał człowieka o wadze 500 kg, człowieka fontannę, któremu woda leciała z stóp, czoła i rąk itp… Następnego dnia niestety, wsiedliśmy w samolot i wróciliśmy do domu.
Ale to jeszcze nie był koniec moich ferii, bo po dwóch dniach wyjechaliśmy do Zakopanego na narty. Było bardzo fajnie, bo zacząłem na tym wyjeździe od zjazdu z Kasprowego. Pogoda w tym dniu nam wyjątkowo dopisała, ponieważ na niebie nie widać było żadnej chmurki. Następnego dnia pojechaliśmy z mamą na Polanę Szymoszkową, gdzie także było bardzo fajnie (nie wspominając o jednej „glebie”, którą zaliczyłem, choć trzeba przyznać, że miałem farta, bo odpięła mi jedna narta i wypadł mi z ręki jeden kijek). Następnego dnia ponownie odwiedziłem wraz z mamą Kasprowy Wierch. Tym razem nie było takiego słońca jak ostatnio – była okropna mgła. Nic nie było widać, a na dodatek nie miałem odpowiedniego szalika… Dla mnie to była jednak świetna zabawa. Później zrobił się taki silny wiatr, że kiedy chciałem pojechać z mamą nartostradą, to nawet nie daliśmy rady tam dojść. Po nartach spędzałem czas na basenie. Wieczorem bawiłem się z bratem i moim kolegą w kręcenie filmów, to była świetna zabawa. A ostatniego dnia znów pojechaliśmy na Szymoszkową, ale tym razem nie brałem nart tylko wypożyczyłem snowboard. Jednak gdy wjechałem już wyciągiem okazało się, że deska jest za mała. Więc nie pojeździłem za dużo ostatniego dnia. No a po południu, w dniu odjazdu wsiadłem do pociągu i wróciłem do domu. To były bardzo udane ferie.
Piotr Kulesza
uczeń klasy V Szkoły Podstawowej
Miałem bardzo fajne ferie. Nigdzie nie wyjechałem. Siedziałem w domu i leniuchowałem. A mimo wszystko, dało się żyć.
Przez pierwszy tydzień robiłem wiele rzeczy. Grałem na komputerze, oglądałem telewizje i spałem do godziny ok. 11:00 i wysyłałem e-maile do mojego kolegi, Michała Koziara. Unikalnie w poniedziałek pojechałem do drugiego kolegi, Piotra Szczepańskiego. Razem graliśmy w gry komputerowe i planszowe, rozmawialiśmy.
W drugim tydzień było już trochę inaczej. Co prawda i tak nadal grałem na komputerze i oglądałem telewizje. Jednakże ogarnęła mnie „Webmasterowa mania”. Czyli zainteresowałem się robieniem stron www. Zrobiłem takową, jej adres to www.warowniagraczy.tnb.pl, jednakże szczerze mówiać, nie wyszła mi za bardzo, ale i tak jestem z siebie dumny. Poza tym znowu spotkałem się z Piotrkiem Szczepańskim, w środę.
Ferie mi się podobały. Mimo, że nie było jakiś szczególnych atrakcji, i tak było fajnie.
Łukasz Zalewski
uczeń klasy V Szkoły Podstawowej
Moje ostatnie ferie zimowe spędziłem na obozie harcerskim i w Zakopanem.
Zacznę, więc od obozu. Było to w Nowicy w Beskidzie Gorlickim (w 1915 roku rozgrywała się tam bitwa Gorlicka) gdzie są pozostałości po ludzie Łemkowskim, czyli po Rusinach, którzy prowadzili koczowniczy tryb życia. Razem z kolegami mieszkałem w górskiej chacie opalanej węglem (prawdziwy SURVIVAL). Wieczorem było ciepło, a rano zimno (+ 41°F (+5°C)), trzeba było wstać i na palić w piecu mokrym drewnem. Po za tymi rzeczami było naprawdę ekstra.
Pobyt w Zakopanem był tak naprawdę pobytem na Słowacji, ponieważ od rana do wieczora jeździłem z rodziną na Bachledowej Dolinie.
Mateusz Popończyk
uczeń klasy V Szkoły Podstawowej
Tegoroczne ferie były bardzo urozmaicone. Część wolnego czasu spędziłem w Warszawie, spotykając się z moimi przyjaciółmi a część spędziłem w Białymstoku, aby się spotkać z najbliższą rodziną. Dopiero pod koniec zimowego odpoczynku pojechałem do Białowieży.
Długo czekałem na ten wolny czas aby móc nadrobić towarzyskie zaległości. Spotkałem się z przyjaciółmi, których dawno już nie widziałem. Grałem z nimi w różne gry planszowe i chodziłem z nimi do kina.
Potem razem z Rodzicami pojechałem do Białegostoku. Tam kilka dni spędziłem wśród najbliższej rodziny.
Ale najciekawiej było potem. Razem z moją Ciocią i Wujkiem wyjechałem do Białowieży. Zwiedziłem tam słynne Muzeum Przyrody i pochodziłem trochę po puszczy. Grałem z Wujkiem w różne fajne gry.
Niestety! Wkrótce ferie dobiegły końca. Ale nie ma co się zamartwiać. Już niedługo wakacje!!!
Piotr Szczepański
uczeń klasy V Szkoły Podstawowej |